redoctobermsz

Kto szuka ten znajdzie, a kto nie chce szukać to nigdy nic nie znajdzie

Historia mojego odejścia (cz. III)

3 Komentarze

Kiedyś w sąsiednim zborze prowadziłem w zastępstwie studium książki, na którym omawiałem zdjęcia i ilustracje historyczne. Ponieważ lubię historię, wiele zdjęć było mi znanych i moglem je szeroko omówić – omawiana była wtedy księga Daniela. Spotkało się to z zaciekawieniem obecnych, które rozeszło się po zborze. Na studium zaczęli przychodzić bracia z innych grup i frekwencja była wyjątkowa …

To było nie w smak starszym i dość szybko zostałem odsunięty od prowadzenia studium książki – nawet się nie pofatygowali podać przyczyny. Brat-sługa pomocniczy, który pracował na zmiany i nie zawsze mógł prowadzić studium, zadzwonił i powiedział, że odtąd nie będę prowadził zebrania, a jednocześnie poinformował mnie, ze w jego zastępstwie studium poprowadzi kto inny. Jak się potem okazało, był to ten sam brat, któremu groziły dwa komitety sądownicze…
Drugi tego typu przypadek miał miejsce, gdy zostałem usunięty z lektorowania. Efekt mojego lektorowania był taki, że kiedy przyjeżdżali bracia z Wrocławia na wykłady publiczne, to mówili do starszych, że fajnie jest mieć w swoim gronie dobrego lektora… W tym zborze nie byłem starszym, ale za takiego mnie uważali ci, co wizytowali zbór z wykładami. Oczywiście nastąpiła szybka reakcja starszych – bez podania powodu – taka sama, jak opisana na początku.
Nie miałem nic przeciwko temu, że byłem odsuwany od drobnych przywilejów, ale zwróciłem uwagę na jedną charakterystyczną rzecz, a mianowicie na fakt, że ich postępowanie w takich sytuacjach było zaprzeczeniem wskazówek organizacyjnych dla starszych, jakie otrzymywałem na szkoleniach w latach 1992-2002. Wtedy należało wysłać delegację dwóch starszych do danego brata, aby go pochwalić i podziękować za wykonaną pracę, poinformować o decyzji, podać uzasadnienie i ewentualnie dać wskazówki, jak ma robić dalsze postępy. Zrobiono tak w jednym ze zborów, gdzie bylem wtedy starszym – ale to były lata 90-te. W zborze, gdzie byłem w latach 2003-2009, w obu przypadkach nie zrobiono nic.

Jeden przypadek – problemy życiowe bardzo gorliwego brata – szczególnie wbił mi się w pamięć. Razem ze mną był starszym w jednym ze zborów, gdzie znany był z wyjątkowej gorliwości. W którymś momencie odeszła od niego żona. Po tym wydarzeniu trafił do szpitala i przebywał tam dość długo. Dopiero po czterech latach doszedł do równowagi psychicznej. Po tym okresie spotkałem go przypadkowo na ulicy. Ucieszyłem się, że mogę z nim po tylu latach pogadać. Wywiązała się rozmowa typu "co u ciebie słychać". Brat w rozmowie poruszył w zasadzie tylko dwa tematy, które uważał za przyczynę swoich problemów – brak pomocy starszych i skutek posłuszeństwa względem tzw. wskazówek teokratycznych Towarzystwa Strażnica. Powiedział w związku z tym znamienne słowa: "Kiedy pojawiły się u mnie problemy, zwróciłem się o pomoc do innych starszych zboru. Wysłuchali mnie, ale nie byli w stanie mi w niczym pomoc. Liczyłem bardzo na ich wsparcie duchowe, ale go niestety nie otrzymałem. Z czasem sam sobie dałem radę bez ich pomocy." Potem dodał: "Towarzystwo obecnie daje takie wskazówki teokratyczne, których stosowanie ma złagodzić skutki stosowania poprzednich" – bo właśnie na skutek "ortodoksyjnego" ich stosowania rozpadła mu się rodzina. Te słowa zapadły mi w pamięć i stały się powodem różnych przemyśleń oraz mojej ostrożnej postawy względem tego, co się słyszało z mównicy.

W listopadzie 2008 dostałem 5-minutowy punkt w tzw. szkole teokratycznej, od 4 lat nie bylem na mównicy, a od 6 lat nie byłem starszym. Miałem z kilku wersetów ułożyć przemówienie. Po wejściu na mównicę zorientowałem się, że tzw. złota młodzież zborowa, siedząca w pierwszych rzędach, powyjmowała telefony komórkowe i zaczęła przemówienie nagrywać. Po zebraniu dostałem wiele pochwał od członków zboru – ale żadnej od zamianowanych. Będąc na mównicy, w trakcie przemówienia zauważyłem niezadowolone miny starszych i niektórych sług pomocniczych z obrotu sprawy – oni miewali nawet wykłady, ale nikt ich nie nagrywał – i chyba to był problem. To także dało mi do myślenia.

Było lato 2006, wtedy zachorowałem i nie mogłem być na zgromadzeniu w Chorzowie. Właśnie tam 17 lat wcześniej przyjąłem chrzest jako świadek Jehowy. Zauważyłem, że moja nieobecność na zgromadzeniu nie miała żadnego wpływu na moją osobowość, dalej byłem taki jak dawniej, chociaż z mównicy płynęły sformułowania typu: "jaka to wielka strata nie być na zgromadzeniu". Co ciekawe, po powrocie ze zgromadzenia u członków zboru nie zauważyłem zmian na lepsze: "problemowcy" dalej stwarzali problemy, "niedopisywacze" dalej byli tacy sami… A gdy chciałem kogoś spytać, co było na zgromadzeniu – nikt nie był w stanie mi cokolwiek opowiedzieć, ale za to mówili, że dostali nowe książki i broszury – tylko to zapamiętali.
Aż przyszedł przełom kwietnia i maja 2009, jeden starszy usilnie namawiał mnie, bym nie zwlekał i zdecydował się na kwaterę lub autobus na zgromadzenie – można powiedzieć, że starał się mnie zmusić do podjęcia decyzji. Ja już wcześniej – na samą wieść, że trzeba będzie cztery dni być na stadionie we Wrocławiu – nie miałem zamiaru brać udziału w zgromadzeniu z powodu kłopotów ze zdrowiem. Oczywiście w/w starszemu odpowiedziałem coś w "stylu Cejrowskiego". Już wtedy czułem, że te wielkie zgromadzenia w niczym mnie nie budują, i nie słyszałem na nich żadnych rad, które pomogłyby mi rozwiązać problemy, jakie miałem. Generalnie rzecz biorąc – dla mnie były one bezużyteczne.
Kiedyś, po przebytej chorobie, z powodu której nie byłem w stanie chodzić na zebrania, spotkałem starszego, który mnie zaatakował: "Czyżbyś się wycofywał?" – "Nic podobnego, byłem chory" – odpowiedziałem – "Co z tego, ja tez byłem chory, ale na zebrania chodziłem" – ciągnął dalej, aż w końcu mu odpowiedziałem: – "Ty byłeś tylko chory i wyzdrowiałeś, a ja byłem martwy, ale zostałem wskrzeszony i jestem"… Uśmiał się.
Piszę o tym, ponieważ bracia zawsze starali się wywołać u mnie poczucie winy. Generalnie, inaczej nie umieli rozpoczynać rozmowy. Doszło nawet do takiej sytuacji: Byłem zaproszony na ognisko, gdzie zgromadziło się około 40-tu braci. Kiedy przyjechałem, wszyscy już siedzieli, a starszy wstał i zapytał: "Co ty tak zawsze sam, a co z twoją żoną? Wtedy odpowiedziałem: "Ja sam? A kto tu siedzi? Jak możesz mówić, że jestem sam, a od czego są bracia, a ty od czego jesteś?" Uśmiechnął się i powiedział: "Gadasz jak Cejrowski".
Wiele razy zdarzały się sytuacje, kiedy musiałem się tak zachowywać, ale co najciekawsze, to właśnie bracia tak mnie wyszkolili (wręcz do perfekcji) w stosowaniu tego typu odpowiedzi, że na przełomie kwietnia i maja 2009 nie byli już w stanie ze mną rozmawiać… i powoli izolowali mnie ze swojego towarzystwa. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że niedługo na zawsze opuszczę bazę i wyruszę w dziewiczy rejs ku wolności… (c.d.n.)

Mariusz Szczytyński

Reklamy

3 thoughts on “Historia mojego odejścia (cz. III)

  1. To,ze w ogole nalezal Pan tyle lat do S.J ,nie swiadczy o Pana inteligencji. Raczej bym sie do tego publicznie nie przyznawala .

    • Czego wy tu jeszcze nie wymyślicie żeby mnie jakoś ugryżć 🙂
      Tę wypowiedz dodaję do całego panteonu oponentów , którzy zgrzytają tylko zębami 🙂
      Chyba nigdy nie minie mi wrażenie co do pomysłów znalezienia sposobu mojej dyskredytacji. 🙂
      Już przerabiałem: wyzwiska, epitety , IQ=60 🙂 , wysyłanie do czubków 🙂 itp.,
      Cały wachlarz posunięć lubujących się w blefie i czyniących ten blef. 🙂 Obj. 22:15
      Przecież nikt nie musi czytać tego bloga 🙂 , a jednak wzbudza on jak najbardziej „kożlęce” postawy , tak jak twoj komentarz. 🙂
      A dlaczego tak się dzieje?, bo tylko kozły odbijają się od argumntacji z bloga jak od betonowej ściany 🙂

  2. No co Ty Mariusz…?
    Jeszcze się dziwisz- świat należy do szatana!!1
    Miałby Cię kochać ? hi hi !
    🙂

    Podnieś głowę to wspaniale że „świat” nas nienawidzi, bo to najważniejszy ze znaków jakie Mesjasz nam opisał, że tak będą nas traktować. Apostołów Pawełek nazywał pogardliwie „psami”. Potem ich zatłukli… Szatan będzie niszczył każdy przejaw prawości i prawdy!!!

    A Zobacz jak bluźnią Bogu że zły, że podły itp. przecież wiesz ze oni kochają swojego ojca kłamcę – szatana i się rozkoszują w nieprawdzie i braku sprawiedliwości i to już od najmłodszych lat…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s